O autorze
Karolina i Artur – trzydziestoparoletni, zakochani w sobie nawzajem i swoich dzieciach. Małżeństwo z długim (jak na obecne czasy) stażem. Rodzice dwóch córek i dwóch synów. Piszą bloga dla swoich dzieci, jak pamiętnik, poradnik i zbiór najciekawszych przygód z życia rodziny wielodzietnej.

Wielodzietni

Polska – kraj stereotypów, przesądów i przyklejania łatek. Miliony przykładów słyszymy codziennie. Każdego dnia ktoś zostaje wredny, bo jest rudy, obżartuchem, bo dużo waży, anorektyczką, bo je mało, czy bezpłodnym, bo po 30 jeszcze dzieci nie posiada.

Wielodzietność to kolejna płaszczyzna, której społeczeństwo idealnie przykleja łaty. Duża rodzina w Polsce nadal postrzegana jest jako coś negatywnego. Wzbudza dużo emocji. Każdy o wielodzietności wie wszystko, wie najlepiej – w szczególności Ci, którzy byli jedynakami, mają jedynaka i o wielodzietności jedynie czytali. Sami spotkaliśmy się już wielokrotnie ze stereotypowym patrzeniem na rodziny 3+. Według nich żadna rodzina, w tym wielodzietna, pozostająca przy zdrowych zmysłach nie mogła zaplanować takiej ilości dzieci.



Z pewnością dwójka lub nawet trójka to wpadka. Nikt mądry nie „robi” sobie 4-5 dzieci świadomie. Do nikogo nie dociera, iż gro rodziców zaplanowało, chciało i wykonało plan w 100% jaki sobie wcześniej założyli, bo tak chcieli. Bo kochają dzieci.

Słyszeliśmy też że, rodziny wielodzietne są patologią. Narobią sobie dzieci, a potem idą po zasiłki do MOPS-u i z tego żyją. Nie pracują, bo MOPS ich utrzymuje. Nie zarejestrują się w urzędzie pracy, bo to za dużo „roboty”. Jeśli dostaną wsparcie z pomocy społecznej. To i tak na dzieci nie wydadzą, bo na alkohol i inne używki trzeba mieć. Jak sąd do dzieci praw pozbawi to robią następne i tak w kółko.

Kolejna bzdura - rodziny wielodzietne to zazwyczaj zgorzkniali idioci, dorabiający na „czarno” gdzie tylko się da. Ich potomstwo wychowuję się samo, bo oni nie mają czasu się nimi zająć – dorabiają przecież. Starsze wychowują młodsze, żadnych wzorców, żadnych uczuć. Ufają tylko naturalnym metodom planowania rodziny. Rodzą dzieci bez opamiętania, bo albo gardzą antykoncepcją, albo nie mają o niej zielonego pojęcia.

Wielodzietni czują się dobrze tylko we własnym towarzystwie. Nie da się z nimi o niczym innym niż dzieci porozmawiać, a ich ulubionym tematem jest konsystencja zawartości pieluszki i pierwsze ząbki „niuniusia”. Są nudni i spaleni towarzysko, bo wiecznie „nie mogą”, „nie dadzą rady”, „niuniuś ząbkuje” itd.

Rodziny wielodzietne (jeśli nie dorabiają „na czarno”), żyją w skrajnym ubóstwie, bo oboje nie pracują – bo jak pójść do pracy przy tylu dzieciach. Trzeba się umartwiać i łkać nad swoim losem, bo dla wielodzietnych wraz z narodzinami 4 -5 potomka, życie się kończy i zaczyna karcer.

Wielodzietni nie wychylają nosa poza własny dom. Wstyd gdzieś z nimi wyjść bo każdy się za taką ilością dzieci ogląda. Przechodnie współczująco kiwają głowami nad ich losem i ronią łzę nad tymi biednymi dziećmi.

Dlaczego jest tyle krzywdzących opinii o „dużych rodzinach”. Dlaczego polityka naszego kraju jest obojętna na rodziny? Dlaczego w ogóle nie jesteśmy państwem pro-rodzinnym? Jesteśmy „skazani” sami na siebie. Mamy pierwszeństwo w placówkach Państwowych – i co z tego skoro miesiąc pobytu w takiej placówce to kilkaset złotych za jedno dziecko! Nie narzekamy – „chcieliśmy to mamy”… tylko czy chcieliśmy takie Państwo?
Trwa ładowanie komentarzy...